Człowiek to taka pokrętna natura. Niby wie, co go w życiu kręci, a nie pójdzie i nic z tym nie zrobi, tylko będzie narzekał, jak to mu w tym życiu źle.

Będzie nawet przed sobą udawał, że nie ma pojęcia, którą ścieżką podążyć, choć od dziecka marzy tylko o jednej z nich.

Oczywiście, nie mówię, że nie istnieją osoby, dla których sprawa nie jest tak oczywista. Być może należysz do tych ludzi, którzy nie mają konkretnych zainteresowań albo takich, którym wydaje się, że nie posiadają specjalnych talentów. Gdzie więc pójść? W takim wypadku czasami warto zapytać innych, co uważają za naszą mocną stronę. Z zewnątrz zwykle więcej widać.

Dziś jednak skupię się na przypadku pierwszym, kiedy się nie wie, że się od dawna wie. Kiedy się właściwie zna swoją ścieżkę docelową, ale człowiek wybiera wszystkie inne tylko nie tę, której pragnie.

Jak sobie życie urządzić

Jestem specem. Specem od chodzenia w kółko. A to dlatego, że bardzo długo zajęło mi wpadnięcie na najbardziej oczywisty szlak spełnienia. Nie zliczę prac, których się już podjęłam w moim niespełna ćwierćwieczu życia. Nie uważam tego czasu za stracony, bo wiele się nauczyłam i zdobyłam liczne doświadczenia, które mnie wzbogaciły jako osobę. Prawdą jest jednak również to, że ciągle z uporem maniaka oddalałam się od tego, co chciałabym robić. Dodatkowo powtarzałam jak mantrę, że nie wiem, gdzie chciałabym w przyszłości pracować. Z jednej strony czułam, że jest to wierutne kłamstwo, ale z drugiej było to bardzo wygodne stwierdzenie.

Wertowałam miliardy ofert pracy, aplikując na przeróżne stanowiska. Pracowałam w różnych zawodach: jako osoba prowadząca warsztaty dla licealistów, baristka, pośrednik w obrocie nieruchomościami, obsługa sklepowa, pracownik produkcji i tak dalej. Większość tych zajęć kompletnie mi nie pasowała z tego względu, że uważałam je za straszną stratę czasu. Bo przecież nie były tym jednym, wymarzonym zajęciem, które mogłabym uskuteczniać, gdybym tylko nie pracowała… Z tej perspektywy robota była ciężkim obowiązkiem.

Oczywiście, zdarzały mi się okresy bezrobocia i wcale jakoś wówczas nieszczególnie poświęcałam swoją uwagę na działanie w kierunku spełnienia.

Słuchaj cichego głosiku

Spełnienie oznacza dla mnie pisanie, tworzenie czegoś z liter i wyrazów. Cały czas chodziło mi w życiu o to, żeby pisać. Wypróbowałam po drodze różne inne zajęcia, niektóre mi się podobały, inne mniej. Poświęcałam się różnym innym pasjom. Toczyłam nieskończone walki ze sobą, podejmując się robót zupełnie mnie nieprzekonujących i udowadniałam sobie wiele razy, że potrafię. Udowodniłam też w końcu, że siłowanie się ze sobą nie daje satysfakcji na dłuższą metę. To pisanie było tą rzeczą, którą od dawna chciałam robić w pracy marzeń. Siedzieć w domu i stukać w klawiaturę albo skrobać długopisem po kartce papieru. Móc dzielić się z ludźmi tym, co mam najcenniejszego. Układać myśli w słowa w taki sposób, by tworzyć wartość dla innych, nie tylko dla siebie.

Przecież od dawna wiedziałam, że chcę to robić, tylko nie bardzo robiłam. Szukałam wymówek, że dziś nie mam czasu, weny, nastroju… A bo dziś mam inne zajęcia: muszę się na studia nauczyć, muszę nową pracę znaleźć albo iść do starej, muszę się z kimś spotkać, muszę załatwić to i tamto, jestem zmęczona i inne takie. Człowiek może znajdować albo powody, żeby coś robić, albo wymówki, żeby nie robić. Parafrazuję, ale taką myśl gdzieś czytałam i przyznałam jej sto procent racji. Często tak właśnie robimy.

Weź się nie lękaj

Nieraz wolimy skazać się na nijaki żywot, z dala od naszych pasji i zainteresowań z powodu lęku. Boimy się, że marzenie, które z taką dbałością pielęgnujemy w swoich umysłach, mogłoby gdzieś przepaść. Obawiamy się, że utraci ono coś ze swojego uroku, jeżeli zaczniemy wprowadzać je w życie.

– A jeśli się nie uda? – to pytanie długo mi towarzyszyło. Nie byłam go świadoma, ale i tak było przyczyną tego, że ciągle odkładałam możliwość spełnienia na dalszy plan.

Lęk przed tym, że w rzeczywistości nie będzie tak pięknie jak w marzeniach? Cóż, być może nie będzie. A z pewnością nie będzie tak od razu, bo przyjdą różne porażki i trudy drogi. Porażki jednak dodają tej wymarzonej rzeczy jeszcze więcej magii, sprawiają, że wiąże się ona z jeszcze większymi pokładami pozytywnej energii, kiedy jest coraz bliżej.

Chodź gdzie chcesz

Ostatnio chaotyczna układanka nabrała dla mnie sensu. Nie dostałam pracy marzeń, bo taką mogę sobie zapewnić jedynie sama, ale zyskałam bardzo interesujący postój na drodze. Miejsce, w którym mogę trenować swoje umiejętności, dzięki czemu wykorzystuję czas na maksa. Piszę na różne dziwne tematy po osiem godzin dziennie i wstaję do pracy bez nerwa. Okazuje się, że to możliwe.

Pewnie, że są i lepsze, i gorsze dni. Czasami czuję, że idzie gładko i mogę napisać wszystko w ekspresowym tempie, innym razem godzinami myślę, jak coś ująć w słowa. Mam jednak wreszcie poczucie, że na coś zda się mój trud. Widzę, że ta droga może mnie doprowadzić bliżej celu i to, co kiedyś było jednym wielkim mętlikiem (mimo że tak w przecież prostym do rozpracowania), zaczyna wreszcie przypominać jakiś plan.

Jeżeli masz do czegoś predyspozycje to chyba dostateczny znak, żeby szukać tam swojej ścieżki. Nigdy nie odkładaj marzeń na dalszy plan z powodu lęku przed porażką. Każdy z nas ma coś takiego w czym może się poczuć spełniony.

Dla szukających dodatkowej inspiracji polecam książkę, którą podarował mi mój mężczyzna. Dzięki niej znalazłam w sobie nowe pokłady siły i przemyślałam to i owo. Chodzi o lekturę Bóg zawsze znajdzie ci pracę Reginy Brett. I znalazł, Skubany.