To go łap!

Wracałam właśnie z meczu piłki nożnej ulubionej drużyny, kiedy zauważyłam dziwne zgromadzenie pod jednym z pobliskich wieżowców. Prędko okazało się, że była to akcja „kot”. Koteczek biedny wydostał się za barierkę balkonową i nie potrafił wrócić. Utrudniała mu to znacznie zamontowana przeciw gołębiom siatka. Panowie strażacy trzymali pod zwierzakiem koce na poniższych balkonach i próbowali go zachęcić do skoku. Czekali w gotowości.

Kot jednak nie wierzył w swoje dziewięć żyć i spadanie na cztery łapy, więc bał się rzucić w przepaść. W rozpaczy postanowił dzielnie wdrapać się po siatce z powrotem na górę. Bohatersko sobie poczynał niczym najlepszy akrobata na linie. Niestety omsknęła mu się łapka, nie było jak się siatki chwytać, i skończyło się to dlań bolesnym upadkiem… z siódmego piętra.

Tak jakoś nagle zleciał, że nikt nie zdążył go złapać. Poleciał w dół jak strzała i wszelkie ratunkowe koce okazały się bezużyteczne. Szok przeżyli chyba wszyscy zgromadzeni, bo spodziewali się, że skoro pół strażackiego posterunku bierze udział w tej akcji i wszyscy czekają w skupieniu na kocie ruchy, to prędzej czy później będzie on uratowany. A tu niespodzianka, pupil spadł.

Roztrzaskał się kot biedaczyna. Nie zawsze kończy się happy endem.

Najpierw z tego zaskoczenia wybuchnęłam śmiechem, ale potem smutno mi się zrobiło jakoś strasznie. Bo przecież ktoś tego czworonoga kochał. Dla kogoś był on członkiem rodziny. A skoro tak przykro robi się z powodu upadku kota, to o ileż bardziej musi boleć upadek człowieka.

I wtem pomyślałam sobie o matkach i ojcach. O rodzinach.

O naszych zwyczajnych codziennych upadkach i o tym, jak one wyglądają w oczach rodziców. Czy boli ich każde zbite dziecięce kolano? Każda złamana ręka i wybity ząb? Czy każde życiowe niepowodzenie odczuwają jako własne? Czy każda nasza porażka musi być ich porażką?

A potem o upadkach tak wielkich, jak upadek tego kota. O upadku w alkoholizm, narkotyki, inne nałogi i niedorzeczności. O naszych wyborach i ich konsekwencjach, które nie zawsze przewidujemy. Nie zawsze sobie z nimi radzimy. O tym, o czym zazwyczaj się głośno nie mówi, a jedynie snuje domysły i plotkuje wśród wścibskich sąsiadek.

O wielkich problemach, które wydają się nierozwiązywalne i o tym, jak bardzo wtedy potrzeba wsparcia. Żeby ktoś nas w porę złapał. Rodzic, partner, a nawet obca osoba. Żeby ktoś chwycił i nie puszczał, mocno potrząsnął. Nim polecimy na zbity pysk, na beton.

Fot. główne Abdu Rahman, 1. Davide Ragusa. CC0 License