Wiesz co, smuci mnie, że tak mało ostatnio widuję koty, które chodzą własnymi drogami, dopóki mogą. Czulą się, czekają, łaszą i grzeją stópki, gdy mróz, a jednak nie chwytają się za mocno za kocią łapę.

Koty potrafią się czulić na milion sposobów. Najlepiej to umieją. Jak chcą, to przyłaszą się i nie ma gadania, tylko kocie mruczenie: głaskaj, miziaj. Oh, jak dobrze kociemu futerku. Oh, jak się kocia mordka cieszy.

Kot jednak może nie mieć chęci. Wtedy sobie kocie istnienie samo radzi i nie potrzebuje, żeby je ktoś ruszał swoimi łapkami pieszczotliwymi. Kiedy kot chce być sam, to jest sam i wara mu przeszkadzać! Siedzi sobie wtedy schowany pod łóżkiem albo poluje gdzieś w ogrodzie. Nie namierzysz kota.

wygoda

Kocie istnienie ma zasady

Kot wie najlepiej, jak mu jest wygodnie. Niech się kot przyjdzie połasić (przyłasi), to go drugi kociak poliże, to go pocałuje, to zasną razem sobie. No chyba, że drugiemu tak jest niewygodnie, to w ruch pójdą pazury. I tak sobie koty chodzą, i tak jest dobrze. Każdy kot ma swoje zasady i usiłują się w tym ze sobą zgodzić. Muszą się trochę namiauczeć nieraz nim dojdą do porozumienia, ale potem znowu się miziają z większą mocą.

Mają świadomość, że zawsze tego koteczka drugiego do miziania można mieć. Nie taki, to inny. To jest etap poznawania drugiego kociego istnienia, które jest właśnie obiektem westchnień. Niby się podoba bardzo, ale mało się o nim wie. Może na przykład wierzy w coś innego? Może nie patrzy dalej niż poza własne łapki? Może tak naprawdę to kot oszust, który mizia się, a nawet marcuje z każdym?

kot za płot

Pierwsze koty za płoty

Koty chodzą sobie własnymi drogami. Poznają się. Miauczą, czulą się, są ze sobą, kiedy chcą. To są ich pierwsze zapłoty. Mają dla siebie czas, który pomiędzy codziennymi czynnościami tym trudniej znaleźć, że koty mieszkają na dwóch końcach miasta. Żeby być razem, to się muszą postarać i nieraz swoją wygodę porzucić.

Dla kota komfort jest rzeczą pierwszorzędną, więc chyba nie trzeba mówić, że jak go porzuca, to dla niego największe poświęcenie i przedsięwzięcie. Wtedy to drugie kocię tak samo czyni. Albo jak mu nie pasuje, to idzie sobie w długą. I nie ma aż tak wielkiej rozpaczy, bo koty dopiero się zapoznawały. Lepiej, że teraz zwiał kot, nieważne z jakiej przyczyny, niżby po jakichś kolejnych zapłotach wymiauczeć: baju baj!

Załóżmy jednak, że obydwa starają się. Mija czas, a one dalej jeżdżą, tęsknią, coraz bardziej się lubią. Lubią swoje kocie podejścia do wielu spraw i przepadają za miauczeniem na milion tematów. Bardzo też chciałyby już pomarcować, ale postanowiły, że nie. Nie ma większego zapłocenia, kolejnych kroków przybliżenia, dopóki nie podadzą sobie na zawsze kociej łapki! Bo tylko temu jednemu, Kotu Wyjątkowemu, chcą dać wszystkie harce marce świata, zgodnie z tym, w co wierzą. Oczywiście, to trud, więc kotom nie jest lekko, ale chodzą własnymi drogami. Przychodzi jeden kot do drugiego, drugi do pierwszego, a potem każdy wraca gdzie indziej.

kocie łapy

Kocie łapki i marcowanie

Bywa też zupełnie inaczej. Nieraz jest tak, że koty szybko za pierwszy płot idą i już tam marcują sobie jesienią i zimą. Wiosną za to już nie muszą za płotem, bo własny dom mają. Już nie chodzą własnymi drogami, bo wolą żyć na kocią łapę. Jest im przyjemnie, wygodnie, łapka w łapkę. Żaden kot nie musi się tułać przez pół miasta. Niby wszystko idealnie, ale jakoś nadzwyczaj często jedno kocie istnienie pozostaje niedokochane. I nie mów mi, że tak ma być, bo znam inne, szczęśliwe kocie życia. Naprawdę nie każdy kot z kotem nie może wytrzymać. Nie każda para kocia nie może się porozumieć. Nie wszystkie koty przeżywają smutne zdumienie.

Oczywiście, są różne koty i różne kocie łapy. Bywają w życiu też szarości, a z drugiej strony nie zawsze jest różowo. A jednak… spod kociej łapy trudniej się wyrwać niż spod pierwszego, niezobowiązującego zapłotu. Poznawszy umysł swojego kota, zdążysz wziąć go za ostatniego płota! Pomarcujesz z nim, spokojnie. Uduchowione koty też mają udane harce marce i to nieprawda, że muszą tylko w pozycji na kota.

kot w worku

A kot w worku?

Nie trzeba się też martwić, że kota w worku się dostanie. Jeśli to jest kot, któremu ufasz, to będzie pasował. U kotów religijnych także jest współżycie i to z wielką frajdą. A kiedy coś idzie nie tak, to się nad tym pracuje i naprawia. Bo miłość, to jest ciągłe pielęgnowanie. Przecież żadna sztuka, żeby na początku działało…

Mam takie staromodne podejście, że choć nie znoszę czekać, to czekam. Niecierpliwię się i czasami już się tak przymilam mocno, już takie kocie ruchy wykonuję, że szok.

Ale potem wracam na ścieżkę własną. I wraca też Pan Kot. Idziemy w różne strony. Czekamy aż się sobie poświęcimy. Uczymy się czekania, ufności i tego, co nam będzie kiedyś bardziej potrzebne niż teraz, kiedy jakoś łatwo przychodzi – miłości.

…a czy za dziesięć lat nadal będzie działać? Modlę się, żeby wszystko działało. Żeby miauczenie działało, mizianie i marcowanie, oczywiście, też. A najważniejsze, żeby kot był zawsze z kotem, kiedy już mu się raz poświęci.


A jaki z Ciebie kot?