Za każdym razem szeroko się do mnie uśmiechał. Wiedziałam, że mnie lubi. Ale czy to coś więcej, czy tylko takie fiu bździu? Przyznaję, nieraz wątpiłam w jego uczucia.

Po prostu wydawało mi się, że taki Ktoś nie mógł sobie upatrzyć właśnie mnie. Przez długi czas uznawałam więc za fakt jedynie nasze kolegowanie się, a i z tym różnie bywało. (Nieraz mnie wkurzał, a wtedy przez całe miesiące prawie nie rozmawialiśmy.)

najważniejsza chwila dnia

Jestem najważniejsza

Chciałabym napisać, że nagle, w niesamowity sposób, wszystko się odmieniło, że wszystko jak za dotknięciem różdżki niespodziewanie nabrało kolorów. To byłoby jednak nieprawdą. Nie jestem w stanie uprzytomnić sobie jednego momentu, w którym stwierdziłam, że jestem dla niego najważniejsza. Przez długi czas byłam zbyt zajęta sobą, bo byłam najważniejsza również dla siebie. Musiałam dopiero nauczyć się go dostrzegać.

Nawet dzisiaj jeszcze czasami (często) mu nie dowierzam. Po prostu miłość nadal wydaje się czymś lekko niemożliwym. Odrywa od ziemi. Pozwala poczuć się, jakby się fruwało. Za chwilę jednak człowiekowi włącza się tak zwany realista, który mówi, że przecież to tylko pewien stan emocjonalny. To tylko chemia albo czuję się w ten sposób, bo jestem tak społeczne/kulturowo/genetycznie zaprogramowana.

on kocha

Kocha i się czuli

Poznałam jednak tę miłość.

Głównie po tym, że on poświęcił mi czas, chociaż sądząc po ilości zadań, które ma do wykonania każdego dnia, uważałam, że nie będzie go marnował na moje fanaberie. On jednak nigdy tak tego nie określił. Był przy mnie w sposób, którego pragnęłam. Wiedział, które struny poruszyć. Potrafił powiedzieć jakimś niepojętym dla mnie dotąd językiem, że nie muszę się bać. I chociaż ja nadal codziennie czegoś się boję, to jednak wiem, że on mnie kocha i jest mi z tym lżej. On daje mi siły, kiedy myślę, że dawno je straciłam. Czasami też zostawia mnie z wielkim fochem i mówi, żebym przyszła, jak mi przejdzie.

Urzeka mnie to, że przy nim moja kobiecość odżywa. Czuję, że ma sens i to o wiele większy niż mi się wydaje. Przy nim nie muszę udawać mądrej, bo i tak przejrzy mój każdy średnio udany plan. Szczerze mówiąc, najbardziej irytuje mnie, że nie daje mi prowadzić. Powstrzymuje moją manię do kontrolowania biegu każdej rzeczy, do czego i tak jestem niezdolna. Głaszcze mnie po głowie, kiedy się rozbeczę, bo znowu coś mi nie wyszło perfekcyjnie. Jest czuły i romantyczny, choć na to nie wygląda.

W chwilach kryzysowych, kiedy potrzebuję mocniejszego wsparcia i obecności, znajduje dla mnie taką odpowiedź, która powoduje, że z oczu ciekną mi łzy wzruszenia. Strumieniami.

jaki on jest

Jaki on jest

Nim go poznałam, wszyscy mi o nim opowiadali. Tylko, że w tych historiach on był inny. Przede wszystkim wydawał mi się mało przyjazny. Później, kiedy zaczynałam sama z nim rozmawiać, przeszkadzał mi ten obraz. Utrudniał zaufanie… i do dziś utrudnia.

Dla niego jestem jednak najważniejsza, bo gdzieś tam w jego sercu znajduje się miejsce przeznaczone właśnie dla mnie. Tylko ja mogę je wypełnić. Miłość to coś, co można otrzymać, nawet jeśli człowiek myśli, że niczym sobie nie zasłużył. Miłość to też coś, co można ofiarować. Zaczynam pojmować, że dla Boga moja miłość ma znaczenie. Tak samo jak Jego miłość jest istotna dla mnie.


Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zachęcam do zapisu do newslettera.