Chyba słusznie bałam się iść do pracy, w której będę musiała pisać. Bałam się, co prawda, nie z tego powodu, z którego teraz wydaje mi się ten lęk sensownym. Pamiętam, jak strasznie obawiałam się swojego pierwszego dnia i tego, że ktoś odbierze mi jedyny, jak mi się wtedy wydawało, talent. Trzymałam się kurczowo myśli, że jestem dobra w pisaniu, a jednak wątpiłam, że oni też tak stwierdzą.

Minęły dwa lata. Oni tak stwierdzili. Jestem odpowiedzialna za wszystkie ważne i pilne teksty w firmie. Jestem trochę z siebie dumna. Czasami uważam, że mam się czym pochwalić. Napisałam nawet pierwszego w życiu e-booka, chociaż to nie było tak, jak sobie wymarzyłam. Płaczę, bo nic takie nie jest. Tęsknię za czymś większym.

When I’m cold, cold
There’s a light that you give me
When I’m in shadow
There’s a feeling within me, an everglow

Coldplay „Everglow”

Chciałabym teraz przelać na klawiaturę tyle myśli na raz, że pewnie połowa mi ucieknie… I ciągle mam to wrażenie, że coś mi ucieka. Że zużywam się, ale tak totalnie bez sensu. Że nie jestem w tym moim pisaniu pożyteczna. Że to jest cholernie głupie pisanie o rzeczach, o których pierdyliard innych tekstów już ktoś napisał. I gdybym jeszcze mogła się słodko powtarzać w tym, co naprawdę w sercu mi gra…

Kiedy wracam do domu, po raz któryś obiecuję sobie, że coś napiszę. Wiem, że gdzieś we mnie jest tyle liter. Jest tyle słów, które chciałabym przekazać. I to nie są jakieś suche teksty, puste mądrości czy inne bzdety. To nie raporty czy prognozy najnowszych trendów w marketingu.

w pisaniu szukam Boga

Od zwykłych rzeczy się zaczęło

Wszystko zaczęło się od cichego gabinetu, w którym pewna pani powiedziała mi, żebym pisała. Tworzyłam więc zwykłe, codzienne notatki z życia. To było w podstawówce. W końcu zrozumiałam, jak bardzo pisanie oczyszcza umysł. Dzisiaj jak tylko widzę edytor tekstu albo pomyślę sobie o pustej kartce, to czuję niechęć. Czuję jakąś wielką barierę, której nie jestem w stanie przeskoczyć.

Pisanie kojarzy mi się z przykrym obowiązkiem. Chociaż bardzo się staram, nie jestem w stanie dokopać się do sedna. Piszę te swoje mądrości, ale nie czuję się w nich sobą. Mogą być nawet zgrabne, nawet stylowe, nawet chwalone, ale one nikogo nie ubogacają. Czuję, że wszystko mi się spłaszcza. Nie mam kontaktu ze sobą. Jestem jakby obok, a jednak gdzieś daleko. Próbuję zrozumieć, dlaczego płaczę, chociaż nie mam o co.

I was meant to tread the water
Now I’ve gotten in too deep

James Morrison „You give me something”

Nie chcę skończyć, jak ci wszyscy smętni pseudo artyści w filmach. Siedzi taki trzy lata nad jedną stroną i użala się nad sobą. A mimo tego niechcenia tak właśnie teraz siebie widzę. Wracam do domu i nie mam siły już produkować liter. Już mi się nie chce zastanawiać, czy lepiej użyć „lecz”, czy „ale”. Może lepiej nic nie używać.

 

W pisaniu szukam Boga

Kilka dni temu były rekolekcje o. Szustaka. Pociesza mnie, że Bóg wybiera sobie ludzi słabych i przez nich działa cuda. Chciałabym, żeby robił te cuda ze mną. Mam teraz taki czas… taki, w którym myślę, że nic z tego nie będzie. Że może On wcale nie ma planów związanych ze mną. Obawiam się, że zmarnuję wszystkie dni tak, jak te, które ostatnio mijają w poczuciu totalnej bezproduktywności. I dlatego płaczę. Jestem idealistką. Chciałabym wykorzystać to, co mam, żeby zmienić świat. A On mówi: „Jestem, nie bój się.”

Nie chcę spędzić życia, robiąc zwykłe rzeczy. Czy nie mogę sprawiać, by świat był lepszym miejscem? Czy nie mogę być lepsza dla świata?

I could stay awake just to hear you breathing 
Watch you smile while you are sleeping 
While you’re far away and dreaming 

Aerosmith „I Don’t Wanna Miss A Thing”

Tak wiele mi jeszcze brakuje odwagi. Czasami jednak wystarczy Go zawołać. Bóg nie chce przegapić ani chwili… i patrzy, kiedy uśmiecham się przez sen.

Ten tekst udało mi się skończyć właśnie dzięki Niemu, bo podesłał mi wszystkie te teksty piosenek. I pewnie nieraz jeszcze szepnął odpowiednie zdanie. A dzięki Panu Marchwi pękłam, usiadłam i w ogóle zaczęłam.