Można zrobić kurs przedmałżeński w cztery godziny. Ludzie, którzy znają się dziesięć lat nie potrzebują dłuższych nauk, jak stwierdziła moja znajoma. W zasadzie to żadnych nie potrzebują.

Ale jeszcze nie czas na gadanie o innych. Jak ja będę wspominać nasze narzeczeństwo? Jako czas, w którym jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy, choć już wcześniej nasz związek miał mocne fundamenty. Skoro jednak uznaliśmy, że chcemy spędzić ze sobą resztę życia, to warto się przecież solidnie przygotować. I takim przygotowaniem był dla mnie właśnie kurs przedmałżeński.

kurs dla narzeczonych

Są różne kursy dla narzeczonych…

Mam wyższe wymagania. – Skoro mam poświęcić czas na słuchanie o tym, jak być dobrą żoną, to dlaczego mam go dobrze nie wykorzystać? – pomyślałam sobie, szukając nauk przedmałżeńskich, które byłyby jednocześnie ciekawe i mądre. I trafiłam w Internecie na kurs organizowany przez Wspólnotę Spotkania Małżeńskie. Spodobało mi się, że jest on długi, że podobno ma formę warsztatową, i że prowadzą go małżeństwa. A poza tym… uwielbiam rozmawiać z moim P., a wyczytałam, że na naszym kursie będzie dużo dialogu w parach narzeczeńskich. Wiedziałam, że muszę tam iść.

Dla mnie rozmowa jest podstawą budowania jakiejkolwiek relacji, a szczególnie tych najbliższych. I może właśnie dlatego nie potrafię zrozumieć faktu, że często ludzie skupiają się na pierdołach, a zapominają o najważniejszym: o sobie, o pielęgnowaniu relacji, o otwieraniu się na siebie i próbie rozumienia. Zapominają o rozmowie.

Kurs przedmałżeński można odbębnić w cztery godziny czy jeden weekend. Można też spędzić na nim dziewięć niedziel i żałować, że już się skończył. Dla nas nauki przedmałżeńskie stały się czymś wyczekiwanym przez cały tydzień. Odmierzaliśmy czas niedzielami. A to dlatego, że nie mogliśmy się doczekać, kiedy znów porozmawiamy. W każdą z tych niedziel po prostu nie mogliśmy się nagadać.

nauka rozmowy

Poznanie i nauka rozmowy

Nasz kurs to była właśnie rozmowa. Oczywiście, byli prowadzący, ale większość roboty należała do nas. Tak życiowo, bo przecież inni mogą nam opowiadać o swoich doświadczeniach, ale to od nad zależy, czy z tego skorzystamy. Słuchaliśmy świadectw różnych małżeństw, a później, przez większość czasu spędzanego na kursie przedmałżeńskim, rozmawialiśmy. O nas, naszych słabościach i zaletach, naszej przeszłości i nawykach, naszych relacjach z Bogiem i rodzicami… Poruszaliśmy ważne tematy i dyskutowaliśmy. Sami siebie uczyliśmy najpierw słuchać, później mówić, nie oceniać, ale starać się zrozumieć. A poza tym nie unikać drażliwych tematów, nie uciekać, ale postarać się znaleźć jakiś kompromis.

Nie na wszystko w życiu można się przygotować. Jestem pewna, że i u nas pojawią się gorsze momenty. Już teraz miewamy chwile, w których bardziej przygniata nas codzienność, i takie, w których czujemy się jak na skrzydłach. W życiu nie da się wszystkiego przewidzieć, ale można razem przepracować ważne tematy, aby później nie było niedomówień (szczególnie, jeśli się na nie wcześniej nie rozmawiało). Można także nauczyć się rozmawiać o wszystkim zamiast chować głowę w piasek. Temu w moim odczuciu służy dobrze przeżyty kurs przedmałżeński.

Dla mnie była to także okazja do poznania poglądów bardziej doświadczonych – małżeństw z różnym stażem. Miałam szansę poznać też kilka nowych przemyśleń mojego przyszłego małżonka. Jesteśmy parą, która nie unika rozmów i już dużo wcześniej wiedzieliśmy, co jest ważne dla każdego z nas. Znałam jego podejście dotyczące bardziej i mniej drażliwych kwestii, a jednak na kursie były też i dla nas rzeczy odkrywcze. To nas ubogaciło.

małżeństwo

Po co mi kurs przedmałżeński?

Można mieć różne podejście do takiego kursu. Jeżeli jednak lubisz wykorzystywać czas na rzeczy ważne, to bardzo polecam poświęcić go na dobre, cykliczne przedmałżeńskie pogadanki. U na było tak, że kończył się przewidziany czas, a my wciąż mieliśmy niedosyt. Szliśmy więc lub jechaliśmy do jakiejś kawiarni i kontynuowaliśmy temat. To był nasz rytuał.

Nie mieszkamy razem, dlatego tym bardziej doceniamy spędzany razem czas. Jednak bez względu na to, czy mieszkasz, czy nie mieszkasz z nim, i czy przegadałaś z nim miliony godzin, czy nie, to polecam poszukać naprawdę dobrego kursu, takiego, który wniesie coś nowego, coś pożytecznego w Waszą relację.

Kurs przedmałżeński warto odbyć po to, aby jeszcze bardziej otworzyć się na siebie nawzajem, upewnić, że to naprawdę ten kandydat, a także uczyć się na błędach innych małżeństw.


Jeśli zainteresowała Cię poruszona na blogu tematyka, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

[wysija_form id=”5″]