Były w moim życiu noce, które miały być wielkie, a nie były. I to przeze mnie, bo nie rozumiałam za kim tęsknię.

Noc końca świata

Miałam już okazję przeżyć kilka końcoświatowych nocy, ale ta jedna była wyjątkowa, ponieważ spędziłam ją zupełnie nieodpowiedzialnie i na pewno nie było w niej niczego wielkiego. Bardzo chciałam, jak zawsze, żeby ktoś mnie pokochał romantyczną miłością. Nadzieja kazała mi uwierzyć, że koleś, z którym wybierałam się wieczorem na randkę, świetnie nadawał się na bohatera pięknej, miłosnej historii. Zagłuszałam wszelkie sygnały alarmowe, których w tym przypadku naprawdę nie brakowało.

In hopes you’re on the other side talking to me too
Or am I a fool who sits alone talking to the moon?

Bruno Mars „Talking to the Moon”

Ale cóż… w wieczór końca świata uczestniczyliśmy w seansie filmowym, który zakończył się sceną ukrzyżowania. Ten obraz nie wprowadził mnie w romantyczny nastrój, ale przejął do głębi. Po wyjściu z kina, wypiciu kilku piwek i dziwnych rozmowach, mój umysł zajął się jednak czymś innym. Próbował rozgryźć, o co chodzi chłopakowi, który spędza ze mną noc wśród głośnych dźwięków muzyki, zapachu papierosów i obściskujących się parek. Punkt kulminacyjny rozważań przypadł na moment, w którym poczułam, że jego pocałunki są jakieś takie… idealnie dopracowane. Owszem, miło, że się zna na rzeczy, ale dlaczego czuję się tak, jakby on w ogóle nie miał uczuć? Dlaczego jest tak, jakby w jego klatce piersiowej nie było serca?

Tak bardzo zależało mi na tym, żeby doświadczać, kochać i być kochaną, że ignorowałam wszystkie alarmy. Gdyby były sygnałami dźwiękowymi, głowa spuchłaby mi od ich natężenia. Nie mogłam nie wiedzieć, że coś jest nie w porządku, a i tak od niebezpieczeństwa uratowało mnie tylko to, że Ktoś nade mną czuwał tamtej nocy.

wielka noc razem

Wielkie tęsknoty w blasku księżyca

Mam też w pamięci taką noc, która sama w sobie była piękna. Niebo jaśniało od gwiazd i sporo ich wtedy spadało, a ja pomyślałam sobie życzenie. Zwykłe życzenie nastolatki, które nie może się spełnić. Szłam wtedy w grupie przez ciemny las i trochę się bałam, bo to jednak było pustkowie. Wyobraźnia pracowała, podsyłając mi najczarniejsze wizje, ale poza tym czułam się wolna. Czerpałam z tej chwili pełną piersią i „okropecznie” tęskniłam za tym, którego z nami nie było. Nie wiedziałam, że tego braku nie wypełni żaden książę na pięknym kasztanku, choćby był naprawdę bajkowy.

You’ll wear those shoes and I will wear that dress
Oh, kiss me beneath the milky twilight
Lead me out on the moonlit floor

Sixpence None the Richter „Kiss me”

Co tu dużo gadać, zawsze liczyłam na to, że będzie jak w pięknie napisanej, miłosnej opowieści. Czasami z wzajemnością wpadałam ludziom w oko i nabierałam wiatru w żagle, ale nasze spotkania nie były wielkimi nocami. Nawet kiedy było najmilej: kiedy po mojej lewej stronie siedział chłopak, a po prawej pies, przed nami rozciągał się piękny widok, a ja robiłam sobie oczami wyobraźni zdjęcie z odpowiedniej perspektywy, żeby zapamiętać ten romantyczny obrazek. Albo kiedy tańczyłam z pewnym człowiekiem pod gwiazdami do muzyki, która płynęła przez otwarte okno, z któregoś z pobliskich mieszkań. Albo gdy pod zachmurzonym niebem leżałam na trawie z kimś, kto naprawdę mnie pokochał i myślałam tylko o tym, czy dziś pocałuje mnie po raz pierwszy. Kiedy doświadczałam radości i produkowałam wspomnienia na całe życie. To wszystko nie wypełniało największych tęsknot mojego serca.

poszukiwania Chrystusa

Miłość wielkanocna

Przez lata szukałam miłości nie tam, gdzie powinnam. Chciałam poczuć wreszcie, że jestem kochana najromantyczniej jak się da. I nawet kiedy tego romantyzmu było sporo, nie dawało mi to całkowitego spełnienia. Moje przygody nie sprawiały, że czułam się bardziej kompletna. Nie pomogły w ułożeniu w głowie wszystkich puzzelków, a nawet nie pozwoliły odnaleźć tych zgubionych. Moje serce wciąż rwało się gdzieś dalej. Szukało Jezusa. I wiem, że to się nigdy nie skończy. Że to, czego zawsze potrzebowałam, to prawdziwa Wielkanoc. To taka miłość, która ogarnia w całości i w końcu wypełnia tę pustkę w sercu, którą tylko ona może wypełnić.

Nie jestem wzorem budowania relacji z Bogiem. Wciąż błądzę, wciąż mi się nie chce, bo wolę obejrzeć głupi serial niż z Nim szczerze pogadać. Wciąż „nie mam czasu” i zdarza mi się czuć nie dość kochaną, mimo najlepszego męża, rodziny i przyjaciół, na których mogę liczyć w mniejszych i większych kłopotach. Wciąż za często oczekuję, że to bliscy ugaszą moje pragnienie bycia absolutnie kochaną, chociaż wiem, że mimo najszczerszych chęci nie są w stanie tego zrobić. W moim dzikim sercu zawsze jest tęsknota: czasami zupełnie niewyczuwalna, spychana gdzieś do podświadomości, a czasami niezwykle wyraźna. I wiem, że tylko Bóg może ją wypełnić, i rzeczywiście wypełnia.

O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja

Biblia, Pnp 4

Miłość Chrystusa nieustannie wylewa się z otwartego boku. Leje się strumieniami jak krew z Jego ran. Tylko czy ja to dostrzegam? Jestem za daleko, nie nadaję na tych samych falach. Brakuje mi łączności, a może po prostu działania zamiast dobrych chęci. Dzisiaj jest prawdziwa Wielkanoc, ale jest też codziennie, bo każdego dnia Bóg ma dla mnie swoją miłość. Tylko czy ja naprawdę potrafię ją przyjąć? Czy jestem gotowa przyznać, że to Jego pragnie moja dusza? Czy potrafię uwierzyć w to, że Ktoś kocha mnie absolutnie na maksa, także romantycznie, i to nie jest żadna metafora?

Dla Niego jestem piękna i totalnie ukochana, chociaż przybyło mi sporo zmarszczek, a po przebudzeniu wyglądam jak strach na wróble. Do tego to serce podziurawione, ciągle chcące brać, wieczna opieszałość i… On nadal kocha mnie bezgranicznie, jakby codziennie była Wielkanoc. Czy dziś potrafię przyjąć tę wszechogarniającą miłość?