A co, jeśli dasz komuś za dużo dobroci?

Ofiarowujesz pewnej osobie coś dobrego. Być może najlepszą rzecz, jaką masz w danej chwili. A ona wbrew twoim oczekiwaniom, delikatnie mówiąc, tego nie docenia. Może drwi z ciebie, może po prostu nie rozumie powagi sytuacji. W każdym razie nie jest ci wdzięczna. Gardzi twoim dobrem.

A już najgorzej, kiedy dajesz siebie: swój czas, swoją uwagę, swoje serce. A efekt jest taki, jakbyś rzuciła tym wszystkim o ścianę. Trzask prask! Masz wrażenie, że wszystko rozsypało się w drobny mak.

– A jeśli dałam temu człowiekowi za dużo dobrego? – zastanawiasz się.

Ileż razy sama łapałam się na podobnych myślach. Trudno byłoby je zliczyć. I nie mówię tu tylko o relacjach damsko-męskich, ale o relacjach z ludźmi w ogóle.

Na przykład, nie do końca dogaduję się z siostrą.

Bywają świetne chwile, kiedy możemy przez godzinę gadać, wygłupiać się i czuć, że wzmacniamy więź. Bywają też takie, kiedy wrzeszczymy na siebie, bo jedna jest mądrzejsza od drugiej i w kółko się nakręcamy, bo każda chce żyć po swojemu. Niestety, wybuchowa mieszanka.

I teraz, czy można być za dobrym dla kogoś?

Czasami wydaje nam się: i jej, i mnie, że można.

Ja uważam, że już dość razy ugryzłam się w język. Ona uważa, że dość razy znosiła moje złote rady. Koniec, dobijamy do muru. Dobroć się wyczerpała. Ona wskakuje do swojej twierdzy, a ja czym prędzej stawiam swoje okopy.

Efekt jest taki, że nie da się już rozmawiać. Do czasu aż znudzi nam się czatowanie na swoich pozycjach i przynajmniej jedna nie spuści z tonu, żeby się narazić i podejść do drugiej. Do tego czasu nie ma mowy o rozejmie.

W jej oczach to ona jest łagodniejsza, w moich – ja. Do wyboru mamy budowanie murów albo bycie nieraz za dobrą.

Inny przykład

Jedna pani zwierzyła się na pewnym forum, że nie układa jej się z mężem. Nie ma bliskości. On jest ciągle zimny, bo całą jego uwagę pochłania zamartwianie się finansami. Żony nie zauważa. Przynajmniej nie tak, jak dawniej.

Oczywiście, nie chcę radzić teraz, jak ułożyć sobie pożycie w małżeństwie. Chodzi o coś innego.

Jedna z forumowiczek doradziła wspomnianej mężatce, żeby zachowywała się tak, jak on. To znaczy odgrodziła się murem. Gratulacje! Miałam tylko nadzieję, że nie posłuchała tej świetnej rady.

Budowanie murów niczego nie rozwiązuje i w niczym nie pomaga. Chyba, że chcesz trzymać kogoś na ogromny dystans. Niestety, nie wiem, skąd w ludziach przekonanie, że oko za oko ociepli ich stosunki z innymi. Nie ma takiej możliwości! Mur za mur to już dwa mury, gwarancja dwóch osobnych żyć.

A nie lepiej zdobyć się na rozmowę?

Nie jest to łatwe. Nie przeczę. Komunikacja to nieraz prawdziwe wyzwanie. Zwłaszcza, gdy trzeba mówić o rzeczach trudnych. A co mam mu powiedzieć? A on i tak mnie nie posłucha. A to, siamto. A próbowałaś?

Często szukamy wymówek, żeby się przypadkiem zanadto nie wychylić i nie narazić na to, że nas ktoś dotknie swoim negatywnym zachowaniem. Zapominamy, że jak chcemy zmienić świat, bliskich, to powinniśmy zacząć od siebie. U innych widzimy każde potknięcie, a u siebie?

Nie można być za dobrym

A przecież to nie ma znaczenia, kto zaczął. Nieważne, czyja to wina. Nieistotne, co robią inni. Dobra nigdy za wiele. Odrobina odwagi i… dzieją się cuda.

Czasami dajesz dobro i nie dostajesz nic w zamian poza radością, że coś komuś ofiarowałaś. No właśnie, radość. Czy to naprawdę jest nic?

Pozwólmy sobie na radość z dawania dobra, bo ono jest światu potrzebne. Liczą się nawet małe gesty, których pozytywna energia wędruje daleko, daleko.

Na początek może być zwykły uśmiech.